Jestem Mordercą, czyli jak II planowy aktor zagrał główną rolę.

Transkrypt na podstawie notatek i nagrania wypowiedzi reżysera Macieja Pieprzycy podczas spotkania z cyklu „W dobrym gatunku” po pokazie jego filmu „Jestem Mordercą”, którego organizatorem była NINA. 31.01.2018 r., Warszawa

Maciej Pieprzyca: „W tej roli widziałem innego aktora, myślałem, że to on zagra. Rola bardzo mu się podobała, bardzo chciał tylko nie udało się. Dlatego, że to gdzieś jest taka rola, że on cały czas jest na ekranie. Ja jeszcze jestem reżyserem, który robi próby wcześniej i myślę, że to też była taka rola, która wymagała takiego pewnego skupienia głównie na tej roli. A okazało się, że tamten aktor ma jeszcze inne zobowiązania i tego się nie dało się po prostu pogodzić. W związku z tym musiałem z tego aktora zrezygnować i zacząłem szukać nowego aktora i robiłem zdjęcia próbne do tej roli. I prawdę mówiąc Mirek [Mirosław Haniszewski] nie był aktorem z jakiejś mojej listy. 

Gdzieś tak widziałem tego aktora, że on powinien mieć gdzieś tak około 30 a 35 lat. Że nie jest już tak bardzo młody, ale jest jeszcze w takim wieku, że był trochę niedoceniany, gdzie trafia na niego wielka szansa. Ten akurat protoplasta jego postaci, kiedy miał 29 lat, kiedy dostał tę sprawę, także był stosunkowo młodym oficerem.

Wracam do Mirka. Jak się robi zdjęcia próbne to przeważnie jest tak, że do partnerowania aktorom – lepiej żeby reżyser tego nie robił, powinien się skupić, żeby dawać uwagi aktorom i ich obserwować jak pracują. Dlatego do partnerowania aktorom wynajmuje się przeważnie innych aktorów, takich mało znanych, takich którzy też jakby potrzebują pieniędzy. Mówi się o nich, że to są tzw. stand, tak żargonowo. I Mirek prawdę mówiąc, którego znałem wcześniej, bo tam gdzieś był na jakimś castingu, do jakiegoś mojego wcześniejszego filmu. On był po prostu zaproszony jako taki aktor, który ma partnerować innemu aktorowi. On do mnie podszedł i mówi: „Maciek ja też jestem w tym wieku, daj mi szansę. Daj mi szansę, bo może to jest rola dla mnie.” Ja mówię: „Wiesz Mirek, wiesz ja Ci na pewno coś znajdę w tym filmie, ale kurcze myślę, że to tej głównej roli to chyba to nie jest tak, chyba nie”. Ale wiesz co, postanowiłem, że dam mu szansę. Ci standzi zawsze grają plecami, bo robi się zbliżenie na tego aktora, którego się sprawdza. Postanowiłem, żeby on przeszedł na tą drugą stronę i spróbował też. I spróbował. I prawdę mówiąc dobrze wypadł. To oczywiście był wieloetapowy casting. Muszą Państwo wiedzieć, może to nie jest film komercyjny, ale do filmu ma się różnych koproducentów. Żeby zrobić film, trzeba mieć pieniądze z różnych źródeł. Nie ma się z jednego źródła. I zwykle Ci koproducenci najpierw pytają, kto gra w roli głównej i jak słyszą nazwisko, które znają, to jest ok. Jak słyszą nazwisko, którego nie znają to się zastanawiają, czy mają dać te pieniążki czy mają ich nie dać. Potem kiedy się okazało, kiedy chciałem, żeby to był Mirek to musiałem przekonać jeszcze partnerów, żeby mi zaufali. Ale tak było, że rzeczywiście Mirek dostał swoją szansę i potem robiłem następne zdjęcia próbne i potem doszedł do finału. Między nim i takim aktorem innym, który też był brany pod uwagę. Mirek był po prostu najlepszy do tej roli. I zagrał tę rolę. Cieszę się z tego.”

fot. Agora Film

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *