Nawet, gdy Ci się nie chce, czyli jak wygrałam reklamę PZU!

Są takie castingi, na które nie wiecie czy zdążycie o braku chęci udziału w danej chwili już nie wspomnę. Na pewno część z Was ma jakieś prace dorywcze, zobowiązania rodzinne, własne życie (czytaj wizyta u lekarza czy na siłowni) itd. Do tego dochodzi czasem niesprzyjająca aura pogodowa (ostatnio smog) i korki w Warszawie. Są takie dni, że wszystko jest przeciw Wam a Wy jednak ostatkiem sił docieracie na casting. Zdarza się, że reżyser castingu dziękuję Wam wtedy od razu na korytarzu albo w środku nagrywa z Wami tylko wizytówkę i wtedy pewnie zastanawiasz się po co Ci to było.. Mogłeś spędzić miły wieczór na kanapie, zjeść nareszcie obiad lub choćby po prostu odpocząć. Ale zdarza się, że to jest właśnie ten casting, właśnie ten, który Ty miałeś wygrać 🙂

Moja historia – Ula Zawadzka:

Cały dzień spędziłam w biurze, po południu mało zostało z mojego makijażu i fryzury a planowałam iść na casting w tych samych ciuchach. Zdążyłam tylko podjechać do domu i jeszcze pokłócić się z chłopakiem. Uwierzcie mi ostatnią rzeczą jaką miałam ochotę robić to jechać w korku na casting, który zaraz się kończy. Do tego stawka nie była zbytnio motywująca.

Na miejscu okazało się, że jest tekst do nauczenia się. W miarę szybko ogarnęłam go na pamięć, przemyślałam jak chce go zagrać i przegadałam ze znajomym aktorem, z którym zaraz weszliśmy razem do środka. Okazało się, że w studio były też osoby z produkcji lub od klienta. Reżyserka castingu zdążyła mi tylko szepnąć, żeby grać bardzo minimalnie i naturalnie, co było zupełnie w kontrze z moimi założeniami. Pewnie ze względu na moje duże zmęczenie oraz doświadczenie ponad 100 castingów odpowiedziałam tylko, że najpierw spróbuje po swojemu a potem będziemy w razie czego zmieniać. Po pierwszym dublu usłyszałam wybuch śmiechu osób zebranych w studio, które nie przestawały się śmiać przy kolejnych dublach, w których co raz odważniej improwizowałam i bawiłam się sceną, dodając nawet swoje słowa. Tak wyglądał mój casting do reklamy PZU z kurą, która miała ponad 2 miliony wyświetleń an YouTubie i której nadal gratulują mi nowo poznane osoby mimo, iż minęły od jej emisji już 3 lata. Dzięki niej zostałam zaproszona do udziału w kilku innych projektach reklamowych bez castingu a jeden z reżyserów puścił ją na PPMie, chcąc przekonać klienta do mojej osoby (udało się!).

Nigdy się nie poddawaj. Możesz mieć gorszy dzień, gorszą fryzurę, ale najważniejsze jest, że podjąłeś walkę i dobrze zagrałeś. Może ten casting na który nie chciało Ci się pojechać, to miał być właśnie ten, ten który miałeś wygrać. Patrz na Basię Kurdej-Szatan! Wszystko jest możliwe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *